Wzmocnij swoją energię na wiosnę

Czasem wstajesz rano, ale Twoje ciało jeszcze śpi. Marzysz o kawie mając nadzieję, że pobudzi Cię do działania. Przez cały dzień myślisz o odpoczynku, a po południu obowiązkowo 10 minut drzemki, bo Twój organizm już ledwo żyje. Leżąc na łóżku planujesz, co zrobisz, gdy wstaniesz, ale wraz z pierwszym krokiem energia ucieka i rezygnujesz z wcześniejszych planów.

A jakże byłoby cudownie, gdybyś przez cały dzień miała bardzo dużo energii do działania, świeży umysł i z uśmiechem na twarzy rozwiązywała wszystkie napotkane przeciwności losu.

Nasze organizmy są coraz bardziej zanieczyszczone przez otaczające nas środowisko i szkodliwe substancje znajdujące się w żywności. Posiadamy w swoim ciele wiele mechanizmów oczyszczających, ale jeśli się je przeciąży, mogą ulec osłabieniu. Dlatego warto zadbać o swój organizm zanim będzie za późno. Takie objawy jak: zmęczenie, ból głowy, depresja, ciągłe poddenerwowanie, mogą świadczyć o niewydolności narządów odpowiedzialnych za wyrzucanie toksyn z naszego organizmu. Często w takich przypadkach wyniki badań laboratoryjnych mieszczą się w normie, więc żaden lekarz nie zdiagnozuje nam jednostki chorobowej. Na ból głowy otrzymamy jedynie tabletki przeciwbólowe, które niestety nie rozwiążą naszego problemu, ponieważ nie usuną przyczyny bólu.

Zdrowy organizm najczęściej radzi sobie z toksynami i wyrzuca je na zewnątrz w postaci kału, moczu lub potu, zanim wyrządzą nam szkodę. Pamiętajmy, że cały czas jesteśmy narażeni na toksyny z żywności i powietrza. W momencie gdy jesteśmy osłabieni, prowadzimy nieodpowiedni styl życia lub źle się odżywiamy, zagrożenie może się zmienić w poważną chorobę.

Z pomocą może nam przyjść odpowiednie odżywianie, zioła oraz tzw. zapper. Musimy znaleźć przyczynę naszego osłabienia, może to być obecność pasożytów, nieodpowiednia dieta nie dająca odpowiedniej ilości energii, minerałów i witamin lub problemy z mikroflorą jelitową. Do pasożytów zaliczamy nie tylko tasiemce i popularne wśród przedszkolaków owsiki, lecz również Candidę albicans, wirusy i wszystko co nie żyje z nami w symbiozie.

Dieta

Bez względu na ilość czasu przeznaczonego na przygotowywanie i spożywanie posiłków nasz organizm potrzebuje odpowiedniej ilości substancji niezbędnych do funkcjonowania. Wraz z dietą musimy mu dostarczyć produktów, z których będzie wstanie zbudować inne w danym momencie mu niezbędne. W swoim organizmie tworzymy zapasy nie tylko tłuszczu, ale również niektórych witamin i minerałów np. witaminy D i żelaza. Natomiast niektórych związków nie potrafimy magazynować i musimy dostarczać je systematycznie w każdym posiłku, aby krążyły w krwi np. witaminę C. Dieta różnorodna, bogata w warzywa i owoce, w większości pokrywa zapotrzebowanie na witaminy i minerały zdrowego człowieka.

Mikrobiota

Mikroorganizmy, które żyją w nas w symbiozie są nam niezbędne z dwóch powodów. Po pierwsze dzięki ich dużej populacji nie mają szans na rozwój bakterie patogenne, które nam szkodzą. Po drugie korzystna mikroflora pomaga tworzyć wiele witamin i substancji, których nie potrafimy wytworzyć sami. Zadbać o mikroflorę możemy na wiele sposobów. Jednym z nich jest spożywanie produktów kiszonych np. kiszonej kapusty, kiszonych ogórków, zakwasu z czerwonych buraków itp. Ważne jest również ograniczenie sztucznych konserwantów, tak powszechnie występujących w naszej żywności. Niektóre produkty wysokoprzetworzone posiadają cztery, a nawet sześć różnych konserwantów. Niestety konserwanty nie tylko działają na produkt, który spożywamy, ale również zmniejszają liczebność naszej flory bakteryjnej. Nasze mikroorganizmy musimy również odżywiać, aby się dobrze rozwijały. One tak jak my potrzebują pokarmu. Ich najlepszym pożywieniem jest błonnik, którego my nie trawimy. Zatem jedzmy produkty kiszone, bogate w błonnik oraz unikajmy konserwantów, a nasze samopoczucie będzie na szóstkę.

Aparat emitujący prąd o określonej częstotliwości

Dodatkowo możemy wzmocnić organizm korzystając z zappera, czyli specjalnego aparatu emitującego prąd elektryczny o określonych częstotliwościach. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że zbyt mała ilość energii elektrycznej w naszym organizmie może doprowadzić do zachwiania pracy niektórych narządów i zaburzenia ich równowagi. Już 7 minut dziennie korzystania z aparatu może spowodować, że nasza energia życiowa będzie dużo większa niż zwykle. Dodatkowo aparaty te najczęściej są wyposażone w programy niszczące pasożyty i grzyby. W sprzedaży znajduje się wiele podobnych aparatów o tym samym działaniu, więc gdy będziecie wybierać, wybierzcie ten, który posiada badania potwierdzające jego skuteczność. W przypadku dużej ilości pasożytów sam aparat nie wystarczy, dodatkowo należy zastosować kurację ziołową i „włączyć” zdrowe odżywianie.

Pamiętaj! Profilaktyka jest tańsza niż leczenie.

ZIMOWA HERBATA Z CYNAMONEM I POMARAŃCZĄ

Coraz bliżej święta, a przygotowań coraz więcej. Ubrałam już choinkę, a właściwie ubraliśmy z moimi synami 🙂 Jak to łatwo przypisać sobie cudzą pracę 🙂 Zrobiło się świątecznie i miło, wtedy przyszła mi do głowy ZIMOWA HERBATA Z CYNAMONEM I POMARAŃCZĄ. Jest pyszna, zdrowa i chroniąca organizm przed wirusami. Wirusy bójcie się, herbata nadchodzi 🙂 Wspaniała alternatywa czarnej zwykłej herbaty podczas świąt i nie tylko.

ZIMOWA HERBATA Z CYNAMONEM I POMARAŃCZA
Składniki na 4 filiżanki:
1 łyżeczka czarnej herbaty
2 łyżeczki suszonej skórki z pomarańczy
2 cm świeżego imbiru
10 goździków
1 laska cynamonu
Sok z 1/2 cytryny
Sok z 1 pomarańczy
600 ml wody

Opcjonalnie:
1/2 łyżeczki suszonych liści z czarnej porzeczki
1/2 łyżeczki suszonych liści liści z malin
1 łyżeczka suszonej trawy cytrynowej
cukier lub miód

Sposób wykonania:
1. Imbir obrać ze skórki i pokroić w plasterki
2. Wszystkie składniki wrzuć do garnka i zalej 600 ml wody, przykryj pokrywką.
3. Gotuj 1-2 minuty na małym ogniu.
4. Nie zdejmując pokrywki pozostaw napar na 15 minut do naciągnięcia
5. Następnie wlej sok z pomarańczy i cytryny.
6. Udekoruj plasterkiem pomarańczy lub cytryny.

Musli

Musli to posiłek, który skradł moje serce. Jadłabym je codziennie 🙂 Kocham je za smak i możliwość przemycenia „superskładników”, między innymi ostropestu plamistego i zarodków pszennych.

Musli można robić na wiele sposobów. Bazą są płatki owsiane i  suszone owoce, u mnie dodatkowo honorowe miejsce zajmują zarodki pszenne i ostropest plamisty. Wszystkie te składniki są świetnym źródłem błonnika, o którym pisałam TUTAJ, witamin z grupy B oraz wielu cennych minerałów.

Płatki owsiane kocham za bezcenny beta-glukan – rozpuszczalny błonnik pokarmowy, który wspomaga moją odporność.

Ostropest plamisty to produkt, który działa ochronnie na wątrobę. Wskazany dla osób, które redukują masę ciała lub cierpią na cukrzycę, podwyższony poziom cholesterolu lub miażdżycę.

Zarodki pszenne zawierają duże ilości kwasu glutaminowego, który odtruwa nasz mózg z amoniaku. Nadmiar amoniaku w komórkach mózgu powoduje otępienie. Oprócz tego stanowią one cenne źródło witamin z grupy B, kwasu foliowego, witaminy E, potasu, żelaza i cynku.

Przepis nie zawiera cukru ani miodu, ale musli jest wystarczająco słodkie ze względu na dodatek wiórków kokosowych i rodzynek.

MUSLI Z JABŁKIEM I BANANEM
Składniki:
• 3 łyżki płatków owsianych (około 30 g)
• 1 łyżka płatków gryczanych (około 10 g)
• 1 łyżka płatków jaglanych (około 10 g)
• 1 łyżka zmielonego ostropestu plamistego (10 g)
• 1 łyżka zarodków pszennych (10 g)
• 2 łyżki rodzynek (20 g)
• 1 łyżka wiórków kokosowych (6 g)
• 250 – 300 ml wody
• pół dużego jabłka (70 g)
• pół banana (60 g)
• pół łyżeczki nieaktywnych płatków drożdżowych do posypania
• szczypta mielonego cynamonu do posypania

Sposób wykonania:
1. Wszystkie składniki wsyp do garnka i zalej zimną wodą. Pomieszaj i podgrzej.
2. Po zagotowaniu wyłącz gaz (lub prąd 🙂 ) i poczekaj około 10 minut, aby wszystkie składniki wchłonęły wodę.
3. W międzyczasie obierz jabłko i zetrzyj na tarce.
4. Wymieszaj jabłko z musli. Jeżeli konsystencja będzie za gęsta, dolej przegotowanej wody.
5. Przełóż do miseczki i udekoruj plasterkami banana.
6. Wszystko posyp płatkami drożdżowymi i cynamonem.

Smacznego 🙂

Wartość kaloryczna porcji to około 330 kcal.
Białko – 8 g
Tłuszcze – 8 g
Węglowodany – 64 g

P.S. Do musli można dodać łyżkę siemienia lnianego, które działa korzystnie na florę jelitową oraz jest źródłem omega-3, kwasu foliowego, witamin B1, B6, PP, E. Polecam je szczególnie zawałowcom i osobom z problemami ze strony układu pokarmowego.

Zupa krem z pokrzywy

Pokrzywa to jeden z najpopularniejszych chwastów. Przez nielicznych kochana i uwielbiana, przez większość niechciana. Dawniej zupa pokrzywowa była jedną z częściej występujących zup, teraz można ją zaliczyć do zup „z gatunku wymierających”. Czy ktoś z Was robił kiedyś zupę pokrzywową? Jeśli, tak podaj w komentarzach swój przepis i odczucia smakowe 🙂

Niestety świeżej pokrzywy nie dostaniesz w sklepie na stoisku z warzywami. Musisz pofatygować się w miejsce, gdzie człowiekowi nie przeszkadzają chwasty. Całe szczęście roślina ta nie jest wymagająca i rośnie prawie wszędzie, więc nie jest problemem jej znalezienie. Wystarczą tylko chęci.

Pokrzywa zawiera wiele zdrowych, niezbędnych dla nas substancji i stanowi bogactwo soli mineralnych (żelazo, wapń, potas, mangan, miedź), flawonoidów, kwasu foliowego, witamin (witaminy K, E i C), lecytynę i bardzo potrzebne nam związki krzemu, które ułatwiają wchłanianie m. in. wapnia i potasu.

Zupa jest idealna na jesienne dni, ponieważ wzmacnia system odpornościowy organizmu.

Zupa pokrzywowa jest szczególnie polecana dla osób z cukrzycą, z ryzykiem wystąpienia miażdżycy, mających tendencję do zatrzymywania wody w organizmie, nadczynnością tarczycy, zaburzeniami ze strony wątroby. Zupa pokrzywowa jest również nieoceniona dla wszystkich, którzy chcą uzupełnić niedobory związków mineralnych jak również dla osób odchudzających się. W przypadku diety redukcyjnej z ograniczoną ilością kalorii zapewnia odpowiednią ilość składników mineralnych przy niskiej kaloryczności. Aby jeszcze bardziej obniżyć ilość kalorii wystarczy nie dodawać jajka.

Jako ciekawostkę dodam, że na początku XVI wieku zalecano mężczyznom jeść nasiona pokrzywy wraz z cebulą, żółtkiem i pieprzem w celu zwiększenia możliwości seksualnych; była więc w tamtych czasach odpowiednikiem dzisiejszej viagry.

Zupa dodatkowo zawiera ostropest plamisty zawierający sylimarynę, działającą ochronnie na wątrobę, która jest bardzo obciążona podczas obniżania masy ciała.

Zupa bardzo prosta w przygotowaniu, o smaku owoców morza.

ZUPA KREM Z POKRZYWY

Składniki:

  • 1 mała cebulka lub 1 szalotka,
  • masło lub olej kokosowy do smażenia,
  • 2 szklanki wywaru warzywnego,
  • 1 szklanka liści i łodyg pokrzyw (zrywamy tylko młode, cienkie łodygi, które jeszcze nie kwitną),
  • 1 pęczek szczypiorku,
  • suszone warzywa (suszona włoszczyzna) bez dodatku glutaminianu sodu,
  • 2 łyżki ostropestu plamistego,
  • sól, pieprz do smaku,
  • jajko,

Sposób wykonania:
1. Pokrzywę i szczypiorek siekamy na drobno.
2. Cebulkę obieramy i kroimy w kostkę, a następnie wrzucamy na rozpuszczone i rozgrzane na małym ogniu masło lub olej kokosowy. Cebulkę smażymy na małym ogniu do momentu, aż będzie miękka. Należy przy tym pilnować, aby nie zrobiła się brązowa lub czarna.
3. Następnie wlewamy wywar i dodajemy posiekaną pokrzywę, szczypiorek, suche warzywa i ostropest plamisty. Wszystko gotujemy kilka minut. Doprawiamy solą i pieprzem.
4. Kiedy pokrzywa będzie już miękka wbijamy surowe jajko i energicznie mieszamy. Po chwili zdejmujemy z ognia i blendujemy do uzyskania mniejszych części.
5. Możemy ją podać z kleksem śmietany i grzankami.

Smacznego! 🙂

Błonnik pokarmowy – cud natury

Rośliny strączkowe

Słysząc błonnik pokarmowy mamy przed oczami projekcję pięknego  opakowania z supermarketu lub apteki z napisem Błonnik. Dodam więcej, większość informacji które posiadamy na temat błonnika pokarmowego pochodzi z reklam i ulotek suplementów. Cóż, takie czasy. Ale może czas to zmienić :-). Od dziś myśląc o błonniku myślmy o surowych warzywach, owocach, produktach zbożowych z pełnego przemiału, płatkach owsianych, otrębach i orzechach. Wkomponujmy je w codzienną dietę. Oczywiście, niektóre z nich są mistrzami w kategorii „ilość błonnika”, a inne tylko przeciętniakami, ale każdy go ma. Natomiast nie znajdziemy go lub będzie występował w minimalnych ilościach w mięsie każdego rodzaju, podrobach, rybach, jajkach, maśle, produktach mlecznych bez dodatków, wyrobach cukierniczych (niestety w mojej ulubionej karpatce też go zbyt dużo nie ma…), produktach z czystej mąki np. makaronach, niektórych dżemach, syropach, czekoladach, olejach, serach żółtych.

Czym zatem jest błonnik pokarmowy?

Błonnik pokarmowy to inaczej włókno pokarmowe, czyli roślinne wielocukry i ligniny oporne na działanie enzymów trawiennych, w skrócie wszystko pochodzenia roślinnego, czego nie jesteśmy w stanie strawić. Błonnik możemy podzielić na dwa rodzaje: błonnik rozpuszczalny w wodzie i błonnik nierozpuszczalny w wodzie. Należą do nich takie substancje jak: pektyny, hemicelulozy, śluzy roślinne, gumy, celuloza, ligniny. Błonnikowi towarzyszą również inne substancje np. fityniany, kwas fitynowy, sterole roślinne, białka, krzemiany, glukozydy. Do błonnika pokarmowego zaliczono również oporną skrobię, nie dającą się rozłożyć przez nasze enzymy trawienne, która powstaje podczas procesu technologicznego jakiemu poddawana jest skrobia kukurydziana podczas produkcji płatków kukurydzianych. Powstaje wtedy sztuczny twór, który nie jest rozpoznawany przez nasz organizm; w normalnych warunkach organizm człowieka potrafi trawić skrobię, ale gdy zostanie ona poddana wysokiej temperaturze przy małej ilości wody, to już niestety nie. Eksperci nie wiedzieli, gdzie zakwalifikować taką substancję i wrzucili ją do worka z błonnikiem. Należy jednak wiedzieć, że skrobia oporna nie występuje w naturze. Czy zatem warto jeść płatki kukurydziane? Osobiście staram się w miarę możliwości unikać spożywania nadmiernej ilości sztucznych produktów.

Oba błonniki wykazują podobne właściwości, choć ich różnice są znaczące. Pamiętajmy, że każdy błonnik, czy to rozpuszczalny czy nierozpuszczalny, jak gąbka chłonie wodę i tylko w jej towarzystwie jest w stanie spełniać swoją funkcję. Bez wody może być przyczyną zaparć, a w wyniku tego zanieczyszczenia organizmu toksynami.

Błonnik pokarmowy rozpuszczalny w wodzie

Przejdźmy teraz do opisu błonnika rozpuszczalnego w wodzie. Błonnik ten pełni wiele nieocenionych funkcji. Po pierwsze spowalnia wchłanianie glukozy, więc jest nieoceniony dla osób chorych na cukrzycę. Po drugie zwiększa wydzielanie żółci, co powoduje obniżenie poziomu cholesterolu, a w konsekwencji zmniejszenie ryzyka miażdżycy i chorób serca. Po trzecie rozluźnia stolec, więc likwiduje permanentne zaparcia. Błonnik rozpuszczalny w wodzie wpływa korzystnie nie tylko na zaparcia, ale również na biegunki. W przypadku biegunek tworzy żele o dużej lepkości, zwiększa gęstość treści pokarmowej i wydłuża czas pasażu. Posiada również zdolność wychwytywania toksyn bakteryjnych i metali ciężkich. Jest pysznym pożywieniem dla naszych pożytecznych mikrobów, które rozkładają go do wielu substancji m. in. do krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych, które mają działanie ochronne na jelita. Błonnik pokarmowy rozpuszczalny w wodzie możemy znaleźć w nasionach strączkowych, porzeczce, aronii, malinach, gruszkach, winogronach, marchwi, jabłkach, dyni, buraku… Spożywając je zmniejszamy ryzyko wystąpienia miażdżycy, choroby niedokrwiennej serca i zawału. Analizując powyższe dobroczynne funkcje błonnika pokarmowego moglibyśmy stwierdzić, że jest to składnik doskonały. Niestety nie ma żywności doskonałej i nawet wspaniały błonnik nie zawsze jest wskazany. Błonnik rozpuszczalny w wodzie ma zdolność do przyciągania do swojej żelowej  struktury składników mineralnych takich jak wapń, żelazo i cynk, ograniczając w ten sposób ich wchłanianie, nie jest więc wskazany dla osób cierpiących na niedobory żelaza, niedokrwistość i choroby układu kostnego.

Błonnik pokarmowy nierozpuszczalny w wodzie

Pora na błonnik pokarmowy nierozpuszczalny w wodzie.  Wiele jego funkcji jest identycznych jak błonnika rozpuszczalnego w wodzie np. pobudza perystaltykę jelit, obniża poziom cholesterolu we krwi, spowalnia hydrolizę skrobi. Dodatkowo pobudza funkcję żucia i wydziela ślinę działającą ochronnie na zęby. Błonnik nierozpuszczalny w wodzie drażni mechanicznie jelita, więc nie jest zalecany osobom mającym wrażliwe jelita. Wtedy należy go z diety wyeliminować. Może również potęgować biegunki. Błonnik pokarmowy daje wcześniejsze uczucie sytości, dzięki czemu świetnie się sprawdza w diecie osób chcących obniżyć swoją masę ciała. Powoduje, że szybciej odczuwamy sytość. Najlepsze źródło tego błonnika to otręby pszenne i produkty z mąki pszennej nieoczyszczonej.  Ciekawostką jest fakt, że według badań otręby pszenne nie obniżają poziomu cholesterolu, ale zapobiegają tworzeniu się kamieni żółciowych.

Normy

Wiemy już, jakie pozytywne i negatywne działanie może nam przynieść błonnik pokarmowy, czy to rozpuszczalny czy nierozpuszczalny, ale ile go jeść aby zapewnić odpowiedni poziom? Eksperci określili, że dorosły człowiek powinien dostarczyć wraz z pożywieniem 25 g błonnika na dobę, natomiast dzieci mniej, bo 10-20 g. Jako ciekawostkę podam, że dla osób mieszkających w gorącym klimacie norma wynosi 30-40 g na dobę.

Podsumowanie

Odpowiednia ilość błonnika pokarmowego powinna się znaleźć szczególnie w diecie każdego cukrzyka, osoby borykającej się z insulinoopornością, nadmiarem cholesterolu, nadmiarem trójglicerydów, osoby zmagającej się z problemami z wypróżnianiem, osoby z miażdżycą, chorobą niedokrwienną serca, jak również każdej osobie, która chce być zdrowa.

Marchew

Poniżej podaję wybrane produkty wraz z zawartością błonnika pokarmowego:
porcja 200 g gotowanej brukselki to 10 g błonnika
pół szklanki białej fasoli (85 g) to 7,5 g błonnika
garść bobu to 6 g błonnika
garść malin (70 g) to 5 g błonnika
1 mała bułka grahamka dostarcza 3,3 g błonnika
kromka chleba razowego (35 g) to 3 g błonnika
1 jabłko (150 g) to 3 g błonnika
szklanka ugotowanej kaszy gryczanej (140 g) to 2,5 g błonnika
szklanka ugotowanej kaszy jęczmiennej (150 g) to 2,5 g błonnika
1 łyżka grochu (15 g) to 2 g błonnika
1 suszona figa (14 g) to 2 g błonnika
średnia marchew (45 g) to 1,5 g błonnika
kromka chleba mieszanego (35 g) to 1,5 g błonnika
liść kapusty włoskiej (55 g) to 1,5 g błonnika
garść jarmużu (20 g) to 1 g błonnika
cały banan suszony (15 g) to 1 g błonnika
1 bułka pszenna zwykła dostarcza 1 g błonnika

Olej kokosowy – zalety i wady

Olej kokosowy
Olej kokosowy

Codziennie wzrasta sprzedaż oleju kokosowego i niedługo będzie go można ogłosić królem olejów. Już dziś jego produkcja to 3,0-3,5 mln ton rocznie.Jest wykorzystywany w przemyśle spożywczym, farmaceutycznym i kosmetycznym. Stosujemy go do smażenia równie często jak kiedyś olej rzepakowy. Nawet pojawiają się opinie, że jeśli smażymy na oleju kokosowym to powstanie zdrowe danie. Niektórzy dodają go do kawy, inni smarują chleb. Zerknijcie wraz ze mną na jasną i ciemną stronę oleju kokosowego.

Zanim jednak to zrobimy zastanówmy się dlaczego powszechnie używane tłuszcze są uważane za niezbyt zdrowe. Po pierwsze posiadają bardzo dużą ilość kilokalorii, już 1 gram tłuszczu zawiera 9 kcal (węglowodany czy białka mają tylko 4 kcal). Mówią, że tłuszcze zawierające kwasy nasycone podwyższają poziom cholesterolu, powodują miażdżycę, choroby serca i udar mózgu. Tych wszystkich chorób bardzo się boimy. Z tych też powodów rzesza ekspertów żywieniowych kazała nam zamienić tłuszcze zwierzęce  na tłuszcze roślinne. Powszechnie się również uważa, że tłuszcze obciążają wątrobę. Szczególnie jest to istotne dla osób mających już stłuszczoną wątrobę, a o tą nie tak trudno w chorobach metabolicznych np. w cukrzycy. To najbardziej rozpowszechnione ogólne informacje na temat tłuszczów.

Przejdźmy do meritum sprawy. Olej kokosowy składa się w około 85% z tłuszczów nasyconych. Brzmi to przerażająco, ponieważ wszyscy mówią, że wszystkie tłuszcze nasycone to nasz wróg. Nie do końca można się z tym zgodzić, ponieważ tłuszcze nasycone można podzielić na tłuszcze zawierające kwasy tłuszczowe krótkołańcuchowe, średniołańcuchowe i długołańcuchowe. Te dwa ostatnie znajdują się w oleju kokosowym.  Tłuszcze zawierające  średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe do których zaliczamy: kwas laurynowy, kaprynowy, kapronowy i kaprylowy nazywamy w skrócie MCT. W oleju kokosowym mamy ich około 60% czyli całkiem sporo. Owe tłuszcze są rozkładane przez enzymy śliny i wchłaniane do naszego krwiobiegu bez udziału żółci produkowanej przez wątrobę. Z tego faktu wynika, że nie obciążają wątroby. Brzmi bombowo.  Mówi się również, że są od razu przekształcane w energię i nie odkładają się  w tkance tłuszczowej. To już rewelacja. MCT przypisuje się rolę w odbudowie nabłonka jelita i wzroście wysokości kosmków jelitowych. Dzięki kosmkom jelitowym mamy możliwość wchłaniania wartościowych składników z naszego pożywienia. Szczególnie jest to ważne przy alergiach pokarmowych oraz ciągłym narażeniu na stres, gdzie kosmki jelitowe są uszkadzane. Badania naukowe wykazują działanie bakteriostatyczne i bakteriobójcze, czyli MCT są naszymi sprzymierzeńcami w walce z niechcianymi bakteriami.  Wśród kwasów tłuszczowych o średnim łańcuchu występuje kwas kapronowy, który zmniejsza napięcie naczyń krwionośnych i poprawia ich elastyczność, a jego udział w oleju kokosowym to 10-15%.  Kolejnym znaczącym kwasem tłuszczowym o średnim łańcuchu jest kwas laurynowy, który stanowi znaczący udział w oleju kokosowym, bo aż 50%. Przypisuje się mu właściwości obniżające stosunek ilości trójglicerydów do lipoproteiny HDL nazywanej w mediach dobrym cholesterolem. Tłuszczy zawierających średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe nie ma w lipoproteinach transportujących cholesterol takich jak: VLDL, LDL i HDL. U ludności z wysp Pacyfiku i Malezji używającej oleju kokosowego w dużych ilościach, bo aż 30% dobowego zapotrzebowania na energię, nie zaobserwowano chorób układu krążenia, udarów mózgu oraz zawałów. Dodam, że u przeciętnego Polaka ilość wszystkich tłuszczów w diecie waha się na poziomie 30-35%. Natomiast w Indiach po zastąpieniu dużej ilości oleju kokosowego olejem słonecznikowym nastąpił gwałtowny wzrost zachorowań na miażdżycę i cukrzycę typu 2. Brzmi niewiarygodnie. Niektórzy naukowcy wykazują, że olej kokosowy jest bardzo korzystny dla osób z nadmierną masą ciała, ponieważ powoduje spadek masy ciała. Wynika to najprawdopodobniej z obniżonego łaknienia, chociaż mechanizm ich działania nie został dokładnie poznany. Olej kokosowy jest również pomocny przy insulinooporności, ostatnio cierpi na nią coraz więcej osób. Są również badania potwierdzające skuteczność w leczeniu grzybów, pleśni i pierwotniaków, w tym między innymi Candidy Albicans. Powstało wiele publikacji mówiących, że stosowanie oleju kokosowego ma działanie: antydepresyjne, przeciwgorączkowe, przeciwbólowe, ochraniające wątrobę, ochraniające serce, zapobiegające nadciśnieniu i osteoporozie. Są również badania wykazujące, że codzienne spożywanie 40 ml oleju kokosowego poprawia pamięć krótkoterminową.

Ciemną stronę medalu oleju kokosowego stanowią tłuszcze zawierające kwasy tłuszczowe długołańcuchowe, które obciążają wątrobę, są ciężkostrawne oraz powodują wzrost cholesterolu i lipoproteiny LDL. Dobrze, że ich ilość w oleju kokosowym wynosi około 25%. To właśnie te kwasy tłuszczowe są uważane za przyczynę chorób serca, hipercholesterolemii oraz udaru mózgu.

Podsumowując, uważam, że olej kokosowy jest bardzo korzystny i warto go używać. Należy tylko pamiętać o jego odpowiedniej ilości w ciągu doby, aby te 25% długołańcuchowych kwasów tłuszczowych nasyconych nie spowodowało istotnych zaburzeń w funkcjonowaniu organizmu . Stosując olej kokosowy w umiarkowanych ilościach na pewno to zapewnimy. Olej kokosowy ze względu na bardzo dużą ilość kwasów tłuszczowych nasyconych jest idealny do smażenia. Natomiast osoby, które mają problem z wątrobą muszą pamiętać, że dla nich ważne jest, aby nie stosować dań smażonych, które w istotny sposób zawsze bez względu na olej będą obciążały wątrobę.

Odchudzanie to nie tylko dieta

Odchudzanie to trudne zadanie, które stoi przed każdą osobą, która postawiła sobie taki cel. Chylę czoła przed tymi wszystkimi osobami, ponieważ przed nimi droga kręta i wyboista.
Gdyby odchudzanie polegało tylko i wyłącznie na zmniejszonych porcjach jedzenia, pewnie 90 % osiągnęłoby sukces, a być może i więcej.

Wszyscy szukamy diety cud, stosujemy ją, a potem mówimy: „na mnie nie działa” lub „rzeczywiście schudłam, ale nie mam już ochoty dalej ją stosować”. Rzucamy się na dietę ketogenną, potem zupową, Paleo, Kwaśniewskiego, Dukana. W internecie funkcjonuje ponad 100 diet odchudzających. Czasem zmieniamy  dietę 4 razy w ciągu roku. Chudniemy, tyjemy, chudniemy, tyjemy, tyjemy, by znów chudnąć. Zajmujemy się tylko dietą, a okazuje się, że to trochę za mało.

Odchudzanie to nie tylko dieta

Proces odchudzania porusza wiele obszarów, a należą do nich: PSYCHIKA, DIETA, AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA i STYL ŻYCIA. 

PSYCHIKA

W procesie odchudzania musimy zsynchronizować nasze chęci i zmianę, którą chcemy dokonać w życiu. Motywacja, cierpliwość, wdzięczność i miłość dla samego siebie muszą nam towarzyszyć każdego dnia.

1. Motywacja wewnętrzna
Często mówimy „Odchudzam się dla Ciebie” i bez względu na to, dla kogo by to nie było, jest skazane na porażkę. Tylko jeśli robimy to dla siebie mamy szansę, aby dojść do wyznaczonego celu. Bo co będzie, gdy pokłócimy się z tą osobą, albo przestanie nam na niej zależeć?

Zadaj sobie pytanie „Dlaczego chcę schudnąć?” Do pojawiającej się odpowiedzi zadaj kolejne pytanie „Ale dlaczego tego chcę?” Do kolejnej odpowiedzi zadaj kolejne „Dlaczego?” i tak bez końca.

Jeżeli Twoja motywacja wypływa z wewnątrz i chcesz to zrobić wyłącznie dla siebie, to już dziś poczuj się zwycięzcą.

2. Cierpliwość
Jak już wspomniałam, droga którą należy pokonać podczas odchudzania jest kręta i wyboista. Czasem nie widać co jest za zakrętem, czasem wpadamy w dołek. Trzeba być cierpliwym, ponieważ nie zawsze możemy zauważyć, co dzieje się w naszym organizmie. Im łagodniejszy spadek masy, tym mniejsze obciążenie organizmu. Cierpliwość się opłaca, a na efekty czasem trzeba poczekać.

3. Wdzięczność
Bądźmy wdzięczni dla siebie, za każdy kolejny dzień, że wytrzymaliśmy bez grzeszków. Bądźmy wdzięczni dla innych, że wytrzymali z nami, pomimo, że miotaliśmy się i ciskaliśmy gromami. Może nie wszyscy tak mają 🙂

4. Miłość i akceptacja siebie
Podczas drogi do wyznaczonego celu czasem dopada zwątpienie i spadek motywacji. Trzeba to przejść i iść dalej. Zaakceptuj, że czasem masz chwilę słabości i niech ona będzie motorem do dalszych działań. Miłość i akceptacja siebie pomoże Ci przetrwać kolejne zwątpienie.

5. Wytrwałość
Jak tu wytrwać, kiedy jest tyle barier do pokonania. Któż nie słyszał: „Chora jesteś, że tak mało jesz?”, „To straszne, że nie możesz zjeść nawet odrobiny czekoladki, przecież to tylko kawałeczek, ja bym tak nie mogła” oraz „Na pewno Ci to nie zaszkodzi”… Ile trzeba mieć motywacji i samozaparcia, aby stale podążać wyznaczoną przez siebie drogą? Czasem łatwiej byłoby nic nie zmieniać.

  

DIETA

Podczas odchudzania najważniejsze, to zmienić stare nawyki żywieniowe na nowe, które pomogą nie tylko zrzucić zbędne kilogramy, ale również nauczą nas utrzymać wagę na prawidłowym poziomie. Coś w twoim żywieniu powoduje, że tyjesz. Dlatego na szczególną uwagę zasługują: różnorodność, regularność posiłków, jakość pożywienia, produkty poprawiające stan mikroflory jelitowej, produkty wymagające gryzienia, płyny.

1. Różnorodność
Dieta im jest bardziej różnorodna, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że nam coś zaszkodzi. Wielu dietetyków twierdzi, że produkty, które nam szkodzą, to te które uwielbiamy i bez nich świat żywności stałby się bezbarwny. Coś w tym jest, ponieważ najczęściej te produkty jemy w nadmiarze. Bardzo często zmniejszając ilość uwielbianych składników po pewnym czasie odczuwamy poprawę samopoczucia. Jedzmy codziennie coś innego.

2. Jakość produktów
Jesteśmy zalewani lawiną produktów tańszych i droższych. Nie zawsze cena jest rzeczywistym odzwierciedleniem jakości. Ważne abyśmy wybierali produkty jak najmniej przetworzone, najlepiej z małych upraw. Kupowanie bezpośrednio u źródła byłoby idealnym rozwiązaniem, ponieważ długotrwałe magazynowanie i przewożenie nie tylko wpływa na utratę wartości odżywczych, ale także wymaga dodatkowych zabiegów chemicznych.

3. Spożywajmy produkty poprawiające stan mikroflory jelitowej
Mikrobiota to słowo, które bije rekordy popularności. Mikrobiota to nic innego niż nasza mikroflora, która pomaga utrzymać w ryzach bakterie chorobotwórcze, produkuje niektóre witaminy i pomaga trawić pokarm. Możemy jej pomagać poprzez spożywanie kiszonek i błonnika. Dbajmy o nią, ponieważ jest naszym sprzymierzeńcem.

4. Spożywaj duże ilości produktów twardych wymagających gryzienia
Do takich produktów zaliczają się twarde surowe warzywa, takie jak: marchew, seler naciowy, seler korzeniowy, kapusta, kalarepa itd. Spożywanie produktów wymagających intensywnego gryzienia powoduje wcześniejsze odczucie sytości. Dlatego, na Boga, nie blendujmy wszystkiego.

5. Wypijaj odpowiednią ilości odpowiednich płynów
Woda do picia to temat rzeka 🙂 Pisałam o niej wcześniej TUTAJ. Każdy potrzebuje innej ilości wody. Ważna jest ilość i jakość wody, jak również innych płynów wypijanych w ciągu dnia lub dostarczanych z pożywieniem. Pijmy twardą wodę, z dużą ilością wapnia i magnezu, ponieważ trudno je dostarczyć w odpowiedniej ilości z pożywieniem. Unikajmy wody nadmiernie zmiękczonej.

AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA

Kiedyś nie trzeba było nikomu mówić, aby uprawiał aktywność fizyczną. Nie było samochodów, więc trzeba było dojść do sklepu, autobusu, pracy. Dziś do przysłowiowej Żabki jeździmy samochodem. Większość czasu spędzamy przed komputerem lub w fotelu samochodu, a wieczorem przed telewizorem. Po pracy, aby zaczerpnąć trochę „fizyczności”, idziemy do przepoconej, o zapachu śmierdzącej gumy siłowni i wyciskamy z siebie ostatnie poty. Zamiast siłowni polecam rower, spacer lub coraz popularniejsze siłownie na powietrzu (może niekoniecznie obok ruchliwej ulicy). Bardzo często mieszkamy blisko parku, w którym możemy ćwiczyć, wykorzystajmy to. Czasem wystarczy dłuższy codzienny spacer z psem, który na pewno radośnie się odwdzięczy merdając ogonem. Wybieraj schody zamiast windy, wybieraj pójście do sklepu oddalonego 500 m piechotą lub rowerem zamiast samochodem. Zacznij od małych rzeczy, a skończysz na dużych. Niech aktywność nie będzie wymuszonym pójściem na siłownię, tylko przyjemnością z przebywania na świeżym powietrzu.

STYL ŻYCIA

Zabiegani, w pośpiechu zjadamy porcję śniadania z tabletem czy telefonem przed sobą. Jedząc sprawdzamy pocztę, Facebooka, połykamy bez gryzienia prawie każdy kęs. Zanim się zorientujemy nie ma już kanapek na talerzu, ale my jesteśmy dalej głodni. Robimy pospiesznie kolejna kromkę. Zjadamy, wychodzimy do pracy. Z obiadem nie jest lepiej. Większość posiłków jemy w pośpiechu, najczęściej robiąc milion dodatkowych rzeczy. Kto nie zna takiego scenariusza? W takich warunkach zjadamy za dużo. Zanim nasz mózg zorientuje się, że zjedliśmy odpowiednią porcję kalorii, nasz żołądek ma już ich nadmiar.

1. Sposób spożywania posiłków
Sposób spożywania posiłków ma wpływ na ilość spożywanego pożywienia i odczuwanie nasycenia. Oto co się dzieje podczas posiłku. Każdy zjedzony produkt uruchamia lawinę działań na poziomie biochemicznym. Jeszcze zanim cokolwiek zjemy zaczynają się wytwarzać soki. Często się mówi, „aż mi ślinka cieknie”. I rzeczywiście, już przed spożyciem pierwszego kęsa mamy usta pełne śliny. Podczas posiłku oprócz soków trawiennych wytwarzają się hormony i substancje, które podtrzymują nasz apetyt lub mówią dość. Tu mamy pierwszą regulację głodu i sytości, która mówi nam, kiedy powinniśmy zakończyć posiłek. Każdy kęs zjedzony po wystąpieniu uczucia sytości jest nadmiarowy. Ale należy również wiedzieć, że uczucie sytości przyjdzie z opóźnieniem, jeżeli podczas posiłku coś nas zaabsorbuje np. artykuł czytany na telefonie. A dzieje się tak dlatego, że prawidłowe spożywanie posiłków to nie tylko przełykanie potraw, to także ich smakowanie, wąchanie i koncentrowanie się na jedzeniu. Mistrz zen powiedziałby: jeśli jesz, to jedz. Znaczy nie rób w tym czasie nic innego.

2. Odpowiednia ilość i jakość snu
Nasz organizm potrzebuje relaksu i wyciszenia, które daje nam sen. Im człowiek jest starszy, tym snu potrzebuje mniej. Co za paradoks, bo najczęściej takie osoby mogłyby sobie pozwolić na dłuższy sen. Powinniśmy dbać o jakość snu. Wietrzmy porządnie sypialnię i śpijmy w ciemności. Dajmy organizmowi czas na naładowanie baterii.

3. Relaks
Czasem się zastanawiam, czy naprawdę wiemy jak się skutecznie zrelaksować. Co zrobić, poczuć, aby móc powiedzieć „Jestem zrelaksowana(y)”. Jak relaksować się codziennie, bo nie mam tu na myśli urlopu czy weekendu. Stale potrzebujemy relaksu. Dla jednych będzie to wspólne spotkanie z rodziną, dla innych wręcz przeciwnie, książka, dobra muzyka, ciekawy film. Każdy musi znaleźć coś dla siebie. Ale pewne jest jedno – relaks powinien być wpisany w naszą codzienność.

4. Czas dla siebie
W zabieganym świecie najtrudniej znaleźć czas dla siebie. Nie zawsze należy robić wszystko dla innych i za innych. Robimy dla dzieci, męża (żony), partnera, kolegów, koleżanek, dla pracodawcy. A gdzie w tym wszystkim my? Znajdźmy choć chwilę, choć 10 minut tylko dla siebie.

Jeśli podobał Ci się artykuł, napisz komentarz 🙂